Wspomnienia
1
Czuła ból. Wydawało się, że każdy mięsień, każdy nerw został nim zarażony. Najbardziej bolała ją głowa. Położyła na czole dłonie, tak jakby oczekiwała, że ten ruch przyniesie jej ukojenie.
"Dlaczego nic nie widzę?" - pomyślała. Nagle do niej doszło - oczy. Musiała je otworzyć. Czemu wcześniej o tym nie pomyślała?
Rozchyliła powoli powieki i zobaczyła nad sobą niebo usłane złotymi gwiazdami.
"Ciekawe, czemu leżę na ziemi w środku nocy?" - zastanawiała się. Przez chwilę chciała wstać, jednak szybko zrezygnowała. Nie czuła się na siłach, by wstać. Była zmęczona. Bardzo zmęczona.
"Najlepiej będzie jak zasnę" - zamknęła oczy, a przez myśl przebiegło jej dziwne pytanie brzmiące: "Jak ja mam na imię?".
"Co za głupota! Nie pamiętam swojego imienia! - pomyślała rozbawiona. - To ze zmęczenia. Kiedy się obudzę, będę pamiętać swoje imię... Nazwisko również" - niedługo potem zasnęła.
2
Sama nie wiedziała, co ją obudziło. Może były to promienie słoneczne intensywnie uderzające w twarz, a może był to czyjś rzewny szloch. Otworzyła oczy i podniosła się. Wszelki ból minął.
Dostrzegła, że naprzeciwko niej siedzi zapłakana dziewczynka. Miała okrągłą twarz, złote włosy sięgające ramion i duże niebieskie oczy. Czuła, że dziewczynka jest młodsza od niej, choć nie była tego do końca pewna, bo nie pamiętała ile ma lat.
- Dlaczego płaczesz? - zapytała.
- Proszę... proszę, powiedz jak ja się nazywam! - jęknęła w ramach odpowiedzi.
- Nie znam twojego imienia. Czy mu się w ogóle znamy?
- Nie wiem! Nie wiem! Nie pamiętam cię! Nie pamiętam, dlaczego się tu znalazłam! Nic nie pamiętam!
Przypatrywała się płaczącej w milczeniu. Ona też niczego nie pamiętała. To ją przerażało, ale nie krzyczała. Krzyk nie przywróci jej imienia i nazwiska. Musi poczekać. One do niej wrócą. Na pewno...
- Jak ja się nazywam? No jak? - dziewczynka ciągle szlochała.
- Wy też nic nie pamiętacie? - usłyszała za sobą i odwróciła się. Zobaczyła trzy osoby - dwóch mężczyzn i jedną kobietę. Podświadomie czuła, że cała trójka jest od niej starsza. Mężczyzna wyglądający na najwięcej lat, miał pociągłą twarz, lekko wystające kości policzkowe, krótkie ciemne włosy i spokojne szare oczy. Kobieta, która stała obok mężczyzny, wyglądała na nieco młodszą od niego i była niezwykle piękna - jej włosy spływały na ramiona kaskadą pomarańczowych fal, a błękitne oczy otaczały gęste wachlarze rzęs. Ostatni z trójki był najmłodszy. Jego jasno-brązowe włosy były postrzępione, a spojrzenie było utkwione w ziemi.
Szybko domyśliła się, że pytanie zadał najstarszy z nich.
- Nie pamiętamy. Nic. - wyszeptała.
- Dlaczego? Dlaczego? - jasnowłosa dalej płakała.
Piękna kobieta spojrzała na dziewczynkę i a jej błękitne oczy zwęziły się.
- To... To jest CHORE! - krzyknęła. - To jakiś żart! Nie można od tak stracić pamięci! Nie można!
- To jak w takim razie wyjaśnisz to, co nas spotkało? - zapytał ją wysoki mężczyzna.
- ...Obłęd. - odparła szybko. - Tylko tak umiem to określić. Ale nie wyjaśnię ci tego, bo nie umiem.
Chłopak, który jak dotąd wpatrywał się w ziemię, podniósł głowę i spojrzał na każdego z nich po kolei. Jego oczy miały kolor zieleni i wołały o pomoc. Ona nie mogła mu pomóc. Nawet gdyby bardzo tego chciała.
- Pamiętacie, kto nas tu przyprowadził? - zapytał zielonooki. - Przecież sami tu nie przyszliśmy i nie straciliśmy od tak pamięci. Ktoś musiał nas tu przyprowadzić.
- Nie pomyślałam o tym. - wyszeptała rudowłosa. - A jeśli oni wciąż gdzieś tu są? A jeśli nas obserwują?... No dalej! Wyłaźcie! Wyłaźcie! - zaczęła krzyczeć.
Nikt jednak nie odpowiedział. Nikt nie wyszedł z ukrycia. Trwali w milczeniu przerywanym szlochem dziewczynki. Nagle mała uspokoiła się i powiedziała:
- Masz rację. Ktoś nas obserwuje. Ale wątpię, by to ona nas tu przyprowadził. - i wskazała palcem przed siebie. Spojrzeli we wskazane miejsce i zobaczyli małego chłopca przyglądającego się im. Jego duże, dziecięce oczy były pełne przerażenia, a drobne ciało drżało jak osika na wietrze. Wyglądał na młodszego od zapłakanej dziewczynki.
Rudowłosa ruszyła w jego stronę, a chłopiec cofnął się raptownie w tył.
- Nie bój się - kobieta wyciągnęła w jego stronę rękę. - Nie zrobię ci krzywdy. Obiecuję. - podeszła do chłopczyka i przyklękła. - Czy wiesz, skądś się tu wziąłeś? - zaprzeczył ruchem głowy. - A czy wiesz jak się nazywasz? - ponownie zaprzeczył. - A czy widziałeś tutaj kogoś oprócz nas? - po raz trzeci pokręcił przecząco głową.
- Czy on w ogóle mówi? - zapytała złotowłosa. - Hej, ty! Jesteś niemową? - chłopiec zaprzeczył. - W takim razie powiedz coś!
Mały spuścił głowę. Nie odezwał się ani słowem.
- Musiał się wystraszyć tego, że nic nie pamięta. - stwierdził najstarszy z nich. - Odezwie się, kiedy minie szok. Na razie dajmy mu spokój. - gdy wypowiedział te słowa, wszyscy naraz zamilkli. Ciszę przerwała złotowłosa:
- Co zamierzacie teraz robić? Chyba nie będziemy tak tu siedzieć, prawda?
- A jeśli przyjdą ci, którzy przyprowadzili nas tutaj? - zapytała cicho.
- Nie przyjdą. - głos zielonookiego przepełniony był beznadzieją.
- To może przyjdzie ktoś inny? - nie ustępowała.
- Tylko kto? - zapytała rudowłosa. - To środek lasu. Nikt tu nie przyjdzie.
- Ona ma rację. - głos zielonookiego nabrał pewności. - Chodźmy stąd. Znajdźmy jakąś dróżkę, a wtedy... Wtedy coś wymyślimy.
- Tak. Chodźmy stąd. - rzekł najstarszy mężczyzna. - Lecz zanim ruszymy, musimy się jakoś nazwać. Nie możemy przecież ciągle wołać do siebie: "hej ty!".
- Ale ja nie pamiętam żadnego imienia. - wyszeptała dziewczynka.
- W takim razie nadajmy sobie imiona czegoś z otoczenia. - zdecydowała kobieta i wyrwała źdźbło trawy, w którym utkwiła swe spojrzenie. - Źdźbło. Nazywam się Źdźbło.
- A ja Chmura. - oświadczyła szybko złotowłosa.
- Kamień. - powiedział po chwili zamyślenia mężczyzna.
- Liść - przedstawił się zielonooki.
- Ja... - zaczęła niepewnie i spojrzała w niebo szukając pomysłu na swoje imię. W końcu go znalazła. - Mam na imię Promień.
- A co z nim? - Chmura wskazała na ciągle milczącego chłopczyka.
- Jak chcesz się nazywać? - zapytała Źdźbło. Dziecko wzruszyło ramionami. - Możemy cię ochrzcić? - przytaknął głową. - W takim razie... może być Mały? - chłopiec po raz kolejny skinął głową.
- Sprawę imion mamy z głowy. - rzekł Liść. - W którą stronę teraz idziemy?
Spojrzeli w ciszy po sobie. Nie mieli pomysłu, w którą stronę zmierzać.
- Tędy. - zdecydował nagle Kamień i ruszył przed siebie razem z pozostałymi.
Promień zauważyła, że Mały trzyma Źdźbło za rękę. Wyglądało na to, że kobiecie udało się zdobyć jego zaufanie. Chmura, kroczyła tuż obok nich, głośno pociągając nosem. Dostrzegła, że dziewczynka od czasu do czasu szczypie się po ręce, jakby sądziła, że znalazła się w strasznym śnie, z którego może się obudzić za pomocą dużego bólu. Tymczasem Liść kroczył po jej prawej stronie, a jego wzrok był utkwiony gdzieś w oddali, tak jakby interesowało go tylko to, co znajduje się przed nim.
Nagle zauważyła dziwną rzecz, na którą przedtem nie zwróciła uwagi. Zarówno ona, jak i piątka jej towarzyszy była tak samo ubrana - w białe bluzki z krótkim rękawem, oliwkowe kurtki, brązowe spodnie z kieszeniami po bokach i w ciężkie czarne buty sięgające łydek. Skąd mieli takie same ciuchy różniące się jedynie rozmiarem? Czy ktoś kazał im je włożyć?
"Tak bardzo chciałabym sobie przypomnieć" - pomyślała i zmrużyła oczy. Za wszelką cenę chciała odnaleźć w głębi swojego umysłu ukryte odpowiedzi na wszystkie pytania, które ja dręczyły, ale im więcej chciała sobie przypomnieć, tym większy mętlik odczuwała. W końcu dała sobie spokój.
- Patrzcie! - wykrzyknęła nagle Chmura i wyciągnęła rękę przed siebie. Spojrzeli we wskazane przez nią miejsce i zobaczyli dwa malutkie drzewka osypane zielonymi owocami.
- Jabłonie - wyszeptała Źdźbło, po czym dodała głośniej: - Pozrywajmy jak najwięcej jabłek. Nie wiadomo, czy spotkamy na swojej drodze jeszcze jakieś drzewa lub krzewy z czymś jadalnym. Jabłka sprawią, że będziemy mniej głodni i spragnieni.
Szybko podeszli do drzewek i zaczęli zrywać z ich gałęzi małe zielone owoce, które upychali w kieszeniach spodni i kurtek. Kiedy już nie mieli gdzie ich schować, wzięli po dwa jabłka na drogę i wrócili na szlak, który przemierzali. Ich dalsza droga była przebyta w ciszy. Rzadko się do siebie odzywali. Podobnie było z postojami. Myśl o tym, że może wkrótce spotkają kogoś, kto im pomoże, dodawała im siły, ale i tej po pewnym czasie zaczęło brakować. Wieczorem zrobili kolejny postój.
- Sądzę, że powinniśmy tutaj przenocować. Jutro wyruszymy dalej. - oświadczył Kamień.
- To nie będzie przyjemne noc. - westchnęła Źdźbło. - Nie mamy żadnych okryć, nie czym rozpalić ognia...
- Poradzimy sobie. - stwierdził Kamień. - Musimy sobie poradzić. - wyjął z kieszeni jedno z zerwanych jabłek, które ugryzł ze smakiem.
- Czy to nie dziwne? - zaczęła cicho Promień, a wszyscy spojrzeli w jej stronę. Poczuła się skrępowana ich zaciekawionymi spojrzeniami, ale postanowiła mówić dalej. - Nie wiemy jak się nazywamy, skąd pochodzimy, jacy są nasi rodzice... Wszystko zapomnieliśmy... - po tych słowach utkwiła wzrok w jabłku, które trzymała w dłoni. - Ale jednak wiemy, że to jest jabłko. Że jest owocem. Że jest jadalne. Wiemy, że gdybyśmy rozpalili ognisko, byłoby nam cieplej... - urwała. - Wiem, mówię głupoty.
- Wcale nie! - zaprzeczył Liść. - Ja też się nad tym zastanawiałem. Skoro straciliśmy pamięć, to czy nie powinniśmy pamiętać tych rzeczy, które wymieniłaś?... A może... Może pamiętamy te wszystkie rzeczy tylko dlatego, że nie utraciliśmy pamięci, tylko wspomnienia?
- Możliwe... Bardzo możliwe. -zamyślił się Kamień.
- A czy zastanawialiście się, dlaczego nic o sobie nie pamiętamy? - zapytała Chmura. - Ja cały czas się nad tym zastanawiam.
- Może mieliśmy wypadek - zaczęła Źdźbło. - A może zachorowaliśmy na jakąś dziwną chorobę. Inni bali się od nas zarazić i wywieźli nas tutaj.
- A jeśli zrobiliśmy coś złego? - zapytała szeptem Promień. - I za karę straciliśmy wszystko, co pamiętaliśmy?... Ja nie chciałam nikogo zabić! Nie mogłam tego zrobić! - pierwszy raz od przebudzenia na polanie poczuła, że traci kontrolę nad swymi emocjami i za chwilę wybuchnie płaczem.
- Spokojnie. - rzekł Kamień. - Nie możemy od razu zakładać najgorszego. Wkrótce wszystko się nam przypomni. Możliwe, że to nastąpi już jutro... dlatego powinniśmy iść spać.
- Tak jak to zrobił nasz milczący towarzysz. - Źdźbło spojrzała na Małego, który spał skulony tuż obok niej. - Nie będzie łatwo, ale postarajmy się usnąć. Jutrzejszy dzień z pewnością będzie lepszy od tego.
3
Promień obudziła się i zadrżała. Jej ubranie było wilgotne od rosy. To samo z włosami. Zerknęła na jeden z wilgotnych kosmyków i odkryła, że jest koloru brązowego. Zdziwiła się, że przedtem nie zastanawiała się nad tym, jak wygląda. Dopiero teraz, tuż po przebudzeniu zaczęła nad tym rozmyślać.
Zerknęła w stronę towarzyszy. Wszyscy jeszcze spali. Nie. Jednej osoby brakowało. Liść gdzieś znikł. Przez chwilę chciała wszystkich obudzić, ale szybko opanowała się. Możliwe, że chłopak poszedł się przejść. Nie ma sensu wzbudzać niepotrzebnej paniki.
Wstała i powoli ruszyła przed siebie. Przyglądała się zielonym koronom drzew i czuła się tak, jakby widziała je pierwszy raz w życiu. Wtem zobaczyła na swej drodze Liścia, który zrywał stał przy jabłonce, z której zrywał owoce.
- Dzień dobry. - powiedziała cicho.
- Dzień dobry. - zerwał kolejne jabłko, które położył na ziemi obok pozostałych. - Poszedłem na spacer i znalazłem tą jabłoń. Pomyślałem, że przyniosę owoce na śniadanie.
- Pomogę ci. - podeszła do drzewka, a chłopak uśmiechnął się do niej. Miał ładny uśmiech. Taki ciepły i szczery. Czuła się dobrze w jego towarzystwie, bo wydawał się być do niej najbardziej podobny z charakteru. Źdźbło i Kamień, nawet o tym nie wiedząc, zostali przywódcami ich grupy. Ona czegoś takiego nie chciała. Wolała, by ktoś inny podejmował za nią decyzję. Wolała milczeć. On też dużo milczał. Teraz w milczeniu zrywali jabłka. Ta cisza była kojąca. Jednak po chwili przerwała ją słowami:
- Przepraszam... Może zdziwi cię to pytanie, ale... jak ja wyglądam?
Chłopak obdarzył ją szerokim uśmiechem i przyjrzał się jej wnikliwie.
- Masz długie brązowe włosy i brązowe oczy. Jesteś ładna.
Poczuła, że się czerwieni i szybko spuściła wzrok.
- Twoje słowa są bardzo miłe... Wątpię jednak, by były prawdziwe. Chodźmy już stąd.
- Tak... - wydawało jej się, że powiedział to bardzo niechętnie. Nie patrzył już na nią. Ściągnął kurtkę i położył ją na ziemi. zaczął nakładać na nią owoce, a kiedy skończył, podniósł kurtkę w taki sposób, że przypominała worek i ruszył razem z Promieniem do miejsca noclegu. Kiedy do niego dotarli, okazało się, że Źdźbło i Mały już wstali.
- Przynieśliśmy jabłka - powiedział na przywitanie Liść.
- Jak dobrze! - ucieszyła się Źdźbło. - Już się martwiłam, że nie będziemy mieli co jeść, kiedy skończą się nam jabłka zerwane wczoraj. - Teraz na pewno nam starczy.
Niedługo potem Kamień i Chmura obudzili się i zjedli razem śniadanie. Resztę jabłek podzielili między sobą i wyruszyli w dalszą drogę. Nadal mało z sobą rozmawiali. Najczęściej odzywał się Kamień, a zraz po nim Źdźbło. Chmura odzywała się tylko wtedy, gdy chciała, by się zatrzymali. Promień wolała milczeć. Liść najwyraźniej czuł to samo.
- Co się stało, Mały? - zapytała nagle Źdźbło, gdy zobaczyła, że chłopiec zatrzymał się raptownie. W ramach odpowiedzi wskazał palcem jakieś miejsce w oddali.
- Strumień - wyszeptała zachwycona Promień.
- Strumień! - Chmura krzyknęła i puściła się biegiem w stronę znaleziska. Pozostali zrobili to samo i po chwili cała szóstka czerpała wodę w złożone dłonie.
- Zostańmy tu na chwilę - poprosiła dziewczynka, która zaczęła przemywać twarz lodowatą wodą.
- Dobrze, ale nie na długo. - rzekł Kamień, a cała piątka przyjęła jego decyzję z ulgą.
Usiedli na brzegu strumienia i wsłuchiwali się w jego cichy szmer.
- Pięknie tutaj. - powiedziała cicho Promień.
- Może zostaniemy tutaj na noc? - zaproponowała z nadzieją w głosie Chmura.
- Nie możemy tego zrobić. - oświadczył Kamień. - Każda minuta naszej wędrówki jest ważna. Nie wiadomo, jaka pogoda za parę dni. Lepiej iść przed siebie w słońcu, niż brnąć dalej w deszczu.
- Chyba masz rację. - przyznała niechętnie.
Jakiś czas potem wyruszyli w dalszą drogę. Zatrzymali się dopiero wieczorem, na polanie przy paru białych brzozach.
- Musimy uważać. Mamy mało jabłek. Nie wiadomo, czy wkrótce natrafimy na kolejne drzewa. - powiedziała Źdźbło. - Dlatego rezygnuję z kolacji. - i schowała wyjęte przez siebie jabłko z powrotem do kieszeni.
- Pewnie masz rację - stwierdził Kamień. - Ale Mały i Chmura muszą jeść, bo inaczej opadną z sił.
- Nieprawda! - oburzyła się dziewczynka. - Ja sobie poradzę!
- Nie wątpię w to. Ale dla pewności zjedz jedno jabłko. - powiedział, a dziewczynka kiwnęła głową na znak zgody.
Niedługo potem położyli się na ziemi i próbowali zasnąć.
- Gdybyśmy tylko mieli ogień. - westchnęła Źdźbło.
- Może kiedyś go zdobędziemy. - szepnął Liść. - Może już wkrótce...
Data powstania - 19 lipiec 2005 - 30 październik 2005